Polityka

1027:1

 Dzisiejsza wymiana Gilada Szalita za 1027 więźniów budzi moje i chyba nie tylko moje uzasadnione wątpliwości. Z jednej strony to dowód na to, że w Izraelu zasadę „No one left behind” traktują serio i dla uratowania swojego gotowi są poświęcić dużo, bardzo dużo. Z drugiej powstaje pytanie, czy wypuścił byś z więzień np. w Polsce morderców, gwałcicieli, osoby skazane za wyłudzenia i wymuszenia, członków gangów, sutenerów itp. po to, aby jeden z obywateli odzyskał wolność. Ja chyba, podkreślam z całą mocą CHYBA, bo pewny nie jestem, bym tego nie zrobił. Na szczęście dla izraelskiego żołnierza i jego rodziny nie ja podejmowałem w tej sprawie decyzję. Władze tego kraju zdecydowały się jednak wypuścić ponad tysiąc śmiertelnych wrogów, aby Szalit odzyskał wolność.

Za szczegółów negocjacji wiadomo że ostatecznie zawarto coś w rodzaju kompromisu. Przebywający w więzieniach członkowie ścisłego kierownictwa Hamasu, Dżihadu i Fatahu nie zostali objęci wymianą, zwolniono członków niższego i średniego szczebla. 40 uznanych za szczególnie niebezpiecznych zostało także deportowanych, zgodziły się ich przyjąć Katar, Turcja, Egipt i Syria. Nie jest wykluczone, że obok jawnego porozumienia doszło także do ustaleń nieoficjalnych i/lub niejawnych. Skądinąd wiadomo, że dla kilku najważniejszych ludzi Hamasu w Gazie (w tym Ismaila Hanija) Szalit był swoistą polisą bezpieczeństwa przez rakietą czy bombą IDFu. Być może dostali obietnicę nietykalności, oczywiście w zamian za np. zaprzestanie zamachów i ostrzału Izraela. Najbliższy czas pokaże czy to prawda, bo już wkrótce mogą się dziać w regonie ciekawe rzeczy.

Oczywiście trudno przy tego typu sprawach uciec od polityki, skoro dziś „wszystko jest polityką” to owe porozumienie także miało podłoże polityczne. Mam wrażenie, że zawierały je strony, których pozycja na wewnętrznej scenie politycznej była słaba. Benjamin Netayahu kieruje mocno niepopularnym rządem, w czasach kiedy kryzys mocno dał się Izraelowi we znaki, ostatnie miesiące to czas największych w historii protestów społecznych i licznych strajków. Dodatkowo w kampanii wyborczej 2009 Likud najgłośniej mówił w sprawie porwanego żołnierza i obiecywał, że pod jego rządami wróci do domu. Jest to, więc spełnienie wyborczej obietnicy, bez spełnienia której o reelekcję mogłoby być trudno. Nawet w samej koalicji nie obyło się bez zgrzytów. Swojego niezadowolenia z powodu wypuszczenia więźniów nie omieszkał zademonstrować Avigor Liebermann. Tyle, że w tamtejszej polityce tarcia w koalicji to już rzecz normalna, nienormalny jest w sumie spokój. „Uroki” maksymalnie proporcjonalnej ordynacji i 2% progu wyborczego, ale to już temat na inne rozważania.

Z drugiej strony słabła pozycja Hamasu. Okazało się, że ugrupowanie to stało się w Gazie takim Fatahem bis. Zamiast, zgodnie z zapowiedziami, skończyć z korupcją z nepotyzmem poprzedników, czołówka tej organizacji przeniosła się do okazałych rezydencji, pojawiły się pancerne limuzyny i tajne konta zagranicą. Nic więc dziwnego, że rosło zniecierpliwienie mieszkańców strefy. Pojawiły się salafickie milicje i Ludowe Komitety Oporu (założone przez byłych członków Fatahu), które zaczęły podgryzać pozycję Ismaila Hajia i jego ludzi. Z drugiej strony tyrada Abbasa w ONZ sprawiła, że Fatah ponownie objął pierwszeństwo wśród Arabów na Zachodnim Brzegu i w Gazie. Hamas też potrzebował sukcesu, aby przyćmić rywala.

Stąd moim zdaniem to porozumienie było możliwe. Nie jestem natomiast optymistą, co do prognoz, że może to pomóc wznowić proces pokojowy. Z jednej strony sytuacja w kluczowych dla regionu krajach (Egipt, Syria) jest bardzo niejasna, dwa – sam Hamas nigdy do specjalnie ugodowych nie należał, trzy – koalicjanci Netanyahu (Nasz Dom Izrael i Szas) o nawet najmniejszych ustępstwach słyszeć nie chcą. W końcu nie jest do końca jasne czego chcą sami Arabowie, bo np. badania przeprowadzone w Jerozolimie są bardzo interesujące. Okazuje się, bowiem że arabscy mieszkańcy miasta na bycie rządzonym przez jakąś kieszonkową wersję Asada czy Nasrallaha wcale ochoty nie mają. Ale to też już inny temat.

6 komentarzy

  1. No i widzi Pan Panie @lukasmaster!
    Potrafi Pan napisać ładny i obiektywny artykuł.
    Wystarczy być tylko bezstronnym i nie usiłować na siłę naginać i interpretować rzeczywistości do swoich poglądów, jak to było na temat ułatwień do posiadania broni w Polsce.
    Gratuluję!

  2. e TAM, A CO MIELI ZROBIĆ ZOSTAWIĆ BLADEGO JAK PAPIER CHŁOPAKA W CIEMNEJ CELI ? przecież tych zwolnionych w każdej chwili mozna uwięzić lub zlikwidować.
    oni doskonale wiedzą co robią.

    • Z tą likwidacją to może być różnie bo tzw target killings są w samym Izraelu mocno kontrowersyjne i potencjalne cele przebywają zazwyczaj w otoczeniu cywili. Co do schwytania to najpierw trzeba namierzyć. Nie ma co ukrywać że właśnie sprawa Szalita izraelskim służbom splendoru nie przydaje. Potrafią dopaść wroga na drugim końcu świata, a nie potrafili namierzyć człowieka 100 km od własnej siedziby.

      pozdrawiam

  3. W tekście jest poważny błąd. Fragment
    “powstaje pyta­nie, czy wypu­ścił byś z wię­zień np. w Pol­sce mor­der­ców, gwał­ci­cieli, osoby ska­zane za wyłu­dze­nia i wymu­sze­nia, człon­ków gan­gów, sute­ne­rów itp. po to, aby jeden z oby­wa­teli odzy­skał wol­ność”
    wynika prawdopodobnie ze skutecznej propagandy medialnej prowadzonej np. przez Gazetę Wyborczą. Skąd przekonanie, że ten jeden wypuszczany jest niewinny jak baranek, a Palestyńczycy to grupa w niewybredny i tak obraźliwy sposób określana w tym fragmencie tekstu? Po jednej stronie są strzelający (i zabijający) żołnierze. Po drugiej jest grupa rzucająca kamienie i próbująca swojej broni, często prymitywnej. Dla mnie, zachowanie obu stron jest nie do przyjęcia. Nie lubię obrzucania obelgami jednej ze stron – tej biedniejszej. To, że ktoś ma pieniądze i władzę nie powoduje jego monopolu na prawdę i słuszność.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.