1 sierpnia 1944 roku i tak dalej…

1 sierpnia jest rocznicą tak trudną, że w zasadzie nie wiadomo jak się tego dnia zachowywać. Minimum wiedzy historycznej o okolicznościach, przebiegu, skutkach i konsekwencjach Powstania Warszawskiego powoduje, że nawet mając ten cały kraj tam gdzie wiele osób już go ma – nie można obok tej daty przejść obojętnie. Po prostu zmusza do refleksji, co więcej nie tylko zmusza ale ta data refleksję po prostu nakazuje i wtłacza ją do naszych głów nie dając ani chwili wytchnienia. Powstanie! 17:00 godzina „W”. Początek nowego… niestety końca.

Heroizm, dramat, dowolny rzeczownik, dowolny przymiotnik, i tak dalej, tak w nieskończoność – bo nie sposób napisać cokolwiek o Powstaniu bez patosu, tak się po prostu nie da. Przecież już pędzi data 5 sierpnia – Czarna Sobota – Rzeź Woli… potem Pasta, obrona, zdobycie, Stare Miasto, i tak dalej, itp. Ciągle w nieskończoność można odmieniać przez wszystkie przypadki każde akty heroizmu, poświęcenia i chwały – odczytywać nazwiska Powstańców, odczytywać nazwiska poległych. Ubolewać nad dramatyczną stratą KKB, takie piękne wiersze pisał. Potem wielu innych. Dalej rozpłakać się nad losem mieszkańców. Wspomnieć Kanały. Tak można w nieskończoność, nawet nie kończąc na Gloria Victis, brzozowych krzyżach. Nie, przecież jeszcze potem do połowy lat pięćdziesiątych stalinowscy oprawcy mordowali w imieniu państwa ludowego – Zaplutych Karłów Reakcji. Można w nieskończoność opowiadać, pochylać się, nawet toczyć spory czy w świetle 22 lipca – 1 sierpnia miał w ogóle sens? I tak dalej. W nieskończoność – NIGDY NIE PRZESTANIEMY, PONIEWAŻ MYŚLEĆ I MÓWIĆ O TYM CO SIĘ WYDARZYŁO 1 SIERPNIA 1944 ROKU PO PROSTU NIE DA SIĘ ZAPOMNIEĆ. To nie jest możliwe.

Dla wszystkich, którzy mają problem z oceną, nie wiedzą czym było, a chcieliby czuć czym było Powstanie warto polecić książkę pana Jana Kurdwanowskiego pt. „Mrówka na szachownicy”, którą można darmowo pobrać z Internetu dzięki uprzejmości autora [tutaj]. Jest to jedna z najwartościowszych książek w literaturze faktu jaka powstała w ogóle w historii Polski. Autor wygłasza tam swój pogląd – wynikający z uczestnictwa w wydarzeniach na temat Powstania, a opis przebiegu jego udziału w tym wielkim narodowym wydarzeniu – czasami zmusza do łez, często powoduje śmiech, ale przede wszystkim uświadamia – kto jest mrówką i jakie ma szanse na szachownicy. To bardzo mądra książką. Warto na nią poświęcić jeden dzień, żeby przeczytać dokładnie stronę po stronie, nie tracąc niczego ze wspomnień autora – uwaga – kontrowersyjnych wg. części uczestników tamtych wydarzeń.

Dopiero po przeczytaniu takiego dzieła, które po prostu trzeba przeczytać – można zacząć w ogóle myśleć o wyrobieniu sobie zdania na temat tamtych wydarzeń, zarówno z punktu widzenia uczestnika jak i geopolitycznego. Nawet jeżeli ktoś nie czułby się do tego na siłach, to czytelnik może być świadomym, że prawie na pewno zaleci do przeczytania tą książkę także własnym dzieciom. Może w czwartym – piątym pokoleniu po Powstaniu jako Naród będziemy w stanie zdobyć się na jakąś zdystansowaną ocenę tych wydarzeń. Oczywiście ocenę historyczną.

Nam natomiast pozostanie ze świadomością Powstania żyć przez kolejne 63 dni chwały, odliczać każdy dzień – mieć w świadomości co i gdzie się działo w naszej stolicy w tamtych dniach. Warszawa pięknie upamiętnia miejsca powstańcze, to wielka zasługa Pani Hanny Gronkiewicz-Waltz, o czym także trzeba pamiętać.

Dzisiaj patrząc na tamte wydarzenia z perspektywy czasu możemy nie tylko podziwiać tych dzielnych ludzi, ale przede wszystkim spróbować odpowiedzieć sobie na pytanie – czy dzisiaj poszedłbym w taki bój? Czy Powstanie Warszawskie dzisiaj w naszym zmęczonym życiem społeczeństwie byłoby możliwe? Jak cenna jest niepodległość i wolność – nie trzeba dokonywać takich dramatycznych wyborów. Wystarczy płacić podatki lub nie i można sobie do woli narzekać od Tuska na Kaczyńskim kończąc od rana do wieczora i od wieczora do rana, przy wódeczce, grillu, ewentualnie kulturalnie poprzeklinać pod nosem jak niechcący przełączy się telewizor na jakiś dziennik gdzie akurat, któryś z naszych wybrańców będzie coś głupiego czy też głupszego znowu do nas mówił… i tak dalej. No i pamiętajmy, za rok, znowu będzie 1 sierpnia – nie warto wypłakiwać oczu dzisiaj, ponieważ ta trauma NIEPOMSZCZONA  pozostanie w naszym Narodzie na wieki.

Ps. Przeczytajcie państwo wspomnianą książkę „Mrówka na szachownicy” pana Jana Kurdwanowskiego – to będzie wspaniale spędzony czas przenoszący was w inną rzeczywistość tutaj.

One thought on “1 sierpnia 1944 roku i tak dalej…

  • 1 sierpnia 2013 o 17:05
    Permalink

    Mało kto czytał relację Jana Kurdwanowskiego pt. „Mrówka na szachownicy”.
    Szkoda, bo to realistyczny dziennik z Powstania.
    Wielu TAŃCZĄCYM dziś na grobach powstańców przyda się taka ZIMNA RELACJA.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.