1 sierpnia 1944, czyli mało skuteczna walka o pamięć

Mało jest dat w historii narodów, które znaczą tak wiele a ich wymowa jest tak bardzo symboliczna. Sierpień to w pamięci polskiej miesiąc szczególnie trudny, wydarzenie, które upamiętnia pierwszy dzień tego miesiąca to bezwzględnie największa trauma we współczesnej a prawdopodobnie także całej historii Polski. Wpływ Powstania Warszawskiego na ukształtowanie się odrodzonej państwowości polskiej po 1944 roku widoczny jest do dzisiaj, to wydarzenie ukształtowało pokolenia, co więcej to wydarzenie skutecznie wyeliminowało część prawdopodobnie najwspanialszego pokolenia Polaków ostatnich kilkudziesięciu lat.

Powstanie musiało wybuchnąć, to nie jest tak, że Polacy porwali się z kamieniami na czołgi (dosłownie), gniew społeczeństwa w szóstym roku okupacji przekraczał wszelkie granice zdrowego rozsądku, Polacy mieli dość pacyfikacji, wywózek, łapanek, Pawiaka, codziennej okupacji, czy też zwykłego panoszenia się Niemców. Warszawa wrzała, ten nastrój został wykorzystany do przygotowań motywowanych politycznie przez centralę tzw. polskich władz emigracyjnych w Londynie podporządkowaną de facto Brytyjczykom. Powstanie w wymiarze moralnym było koniecznością, aktem krzyku i rozpaczy gwałconego narodu, który upomniał się o swoją godność. Tadeusz Komorowski pseudonim Bór w jednej z wypowiedzi zasugerował, że Powstanie wybuchło już we Wrześniu 1939 roku, kiedy to Polacy swoją niezłomną postawą przeciwstawili się wrogowi.

Oceniając Powstanie Warszawskie od strony politycznej, jakkolwiek taka ocena z punktu widzenia upływu czasu jest zafałszowana naszą dzisiejszą wiedzą – można oceniać tylko i wyłącznie negatywnie. Jeżeli ktokolwiek liczył na to, że po 22 lipca, decydent ze wschodu przejmie się losem Polaków walczących w Warszawie o prawo do niepodległego bytu i samookreślenia się to najdelikatniej mówiąc nie miał wyczucia politycznego lub był decydentem anglo-saskim. Najgorsze jest to, że istnieją przesłanki pozwalające uznać polityczną decyzję o wybuchu Powstania za sprzeczną z interesami Polski i Polaków, albowiem już wówczas wiedziano, że po Rosjanach nie można się niczego dobrego spodziewać. Każdy, kto miał odrobinę politycznego wyczucia (a takich ludzi po śmierci generała Sikorskiego zabrakło), wiedział, że oni przychodzą na ziemie polskie po to żeby zostać. Jakiekolwiek negocjacje o kształcie państwowości, granicy, czy w ogóle o legitymizacji londyńskiej władzy – po wydarzeniach na Wileńszczyźnie musiały być oceniane pragmatycznie a nie romantycznie. Niestety skłonność naszego narodu do romantyzmu, została brutalnie wykorzystana przez naszych sojuszników i wrogów. W zasadzie zniszczenie Warszawy i wymordowanie kwiatu naszej inteligencji było wszystkim ówczesnym graczom na rękę. Alianci zachodni, zwłaszcza Brytyjczycy umyli w ten sposób ręce. Wymordowanie Powstania rękami Niemców, stwarzało najlepszą rękojmie tego, że wykrwawieni Polacy nie będą się buntować pod nową komunistyczną władzą. A to było celem samym w sobie dla władz Brytyjskich, albowiem im później przyszłoby do rozliczenia ich ze zobowiązań sojuszniczych tym lepiej, albowiem pamięć inna i waga spraw odmienna. Pomijając taki szczegół, że władze komunistyczne nie miały mandatu upominać się o słynne gwarancje. Z perspektywy czasu ten cel udało się Brytyjczykom doskonale osiągnąć. Amerykanie w ogóle przemilczeli kwestię Powstania, ograniczając się do sojuszniczych apeli, ale bez nacisków na Stalina. Każdy nawet przeciętnie rozgarnięty dowódca wojskowy wiedział, że do póki trwa ta rozgrywka polityczna w Warszawie, tak długo Armia Czerwona będzie nabierać oddech do swoich olbrzymich płuc. Było to na rękę głównie Niemcom i właśnie Amerykanom, obu stronom zależało wówczas na zajęciu jak największej części terytorium Rzeszy. Niemcy mieli także cel biologiczny – chcieli wyładować swoją furię na sercu Narodu, który od 1000 lat stał im na drodze do swobodnej ekspansji na kierunku wschodnim, mówili o tym wówczas otwarcie ich przywódcy. Dla Stalina, Powstanie rozstrzelane rękami Niemców było doskonałym sposobem na pozbycie się rdzenia polskiej opozycji niepodległościowej, przez co gwarantowało lepszą pozycję startową dla jego planów okupacyjnych a także stanowiło gorzki przykład pozostawienia Polaków samych sobie przez ich niedoszłych zachodnich sojuszników, – czego więcej trzeba w warstwie mitów dla propagandy? Zwłaszcza, że podział stref wpływów, w tym polską granicę wschodnią ustalono już w Teheranie, więc Powstanie nie mogło niczego zmienić, poza biologiczną eliminacją polskości. Trzeba o tym pamiętać, albowiem to był cel zasadniczy.

Jeszcze jest za wcześnie na ocenę tego wydarzenia. Każdy, kto próbuje jej dokonać powinien zadać sobie pytanie czy będąc w Warszawie w lipcu 1944 roku rwałby się do walki czy nie? A może nie miałby wyjścia będąc zaskoczonym przez wybuch Powstania, odurzony krótkotrwałym powiewem wolności oddałby się romantycznemu uczuciu chwilowej wolności? Wielu z cywili objętych Powstaniem bardzo szybko pomstowało, a nawet do dzisiaj pamięta głównie negatywne konsekwencje walk jak: ewakuacje kanałami, masowe mordy, głód, brak wody, gwałty i inne zachowania ludobójcze Niemców i ich sługusów. O tym się milczy, w zasadzie cały czas się o tym milczało, albowiem ocena skutków Powstania w warstwie społecznej musi być jednoznacznie negatywna. Żaden rząd, zwłaszcza emigracyjny nie miał i nie miałby w przyszłości prawa wymagać od ludzi udźwignięcia konsekwencji wywołania takiego szaleństwa, rzezi i nieskończoności cierpienia. Przynajmniej żaden rząd demokratyczny, nie miałby co liczyć na poparcie takiej decyzji. Co ciekawe, rozliczenie politycznie odpowiedzialnych za wybuch Powstania nigdy nie nastąpiło. Wiele ulic w polskich miastach nosi nazwisko Tadeusza Komorowskiego (pseudonim Bór), osoby tragicznej i dwuznacznej, jeżeli chodzi o decyzję o Powstaniu, z pewnością był on wielkim polskim patriotą, to nie ulega żadnej wątpliwości – ale czy dalej będziemy lukrować rzeczywistość nazywając ulice jego nazwiskiem? Przecież decyzja o wybuchu Powstania tylko ułatwiła Niemcom dokonanie masowej rzezi, zburzenie substancji majątkowej można w kontekście takich mordów jak np. “rzeź Woli” w ogóle odpuścić.

Jednakże jednoznaczna ocena tych decyzji jest z dzisiejszej perspektywy niemożliwa. Zadajmy sobie pytanie, czy gdyby dzisiaj Warszawa była okupowana a premier Tusk, prezydent Komorowski, minister Sikorski wyrazili zgodę na wydanie rozkazu do boju ukrywającemu się w Warszawie generałowi Skrzypczakowi – poszlibyśmy do walki? Myślę, że tak. Dlaczego? Ponieważ jesteśmy Polakami. A walka to pożądane zachowanie w trakcie okupacji, nad ocenami przyszłoby się zastanawiać później. O konsekwencjach w ogóle się w naszym kraju z zasady nie myśli. W ten sam sposób trzeba oceniać ówczesną sytuację, z tą różnicą, że z punktu widzenia wojskowego – brak skoordynowania decyzji o Powstaniu z Armią Czerwoną, nawet w celu wybadania intencji Rosjan należy ocenić negatywnie. Nie ma znaczenia, że politycznie Powstanie było skierowane przeciwko ZSRR i temu, co proklamował PKWN. W decyzjach wojskowych zawsze trzeba brać pod uwagę fakty wojskowe, w tym przypadku niestety nasi dowódcy zachowali się jak romantyczni bohaterowie z najpiękniejszych wierszy największych narodowych romantyków. To boli podwójnie, albowiem właśnie od wojskowych należy domagać się pragmatyzmu. Nikt z decydentów za to nie zapłacił. Oczywiście nie mówimy o karaniu np. śmiercią, albowiem zbyt wiele jej było, ta rola została zachowana dla żołnierzy AK, którzy nie przedostali się na zachód w szeroko otwartych katowniach NKWD i MBP, ale to już nieco inny rozdział narodowej tragedii.

Nie możemy nigdy zapomnieć, że liczba niemieckich zbrodni popełnionych w Warszawie jest nieskończona, tego rachunku nie da się wyrównać, ani zapłacić. Co więcej Niemcy nigdy poza późną wizytą kanclerza Schrödera 1 sierpnia 2004 roku, nie pochylili głowy składając hołd Powstańcom. Warto pamiętać, że Willy Brandt 7 grudnia 1970 roku, klęczał ale pod pomnikiem Powstania w Warszawskim Gettcie. Przed pomnikiem Powstania Warszawskiego, żaden Niemiecki Polityk nie złożył takiego hołdu. Oczywiście dla jednych symbole się liczą, dla innych mniej. Powstanie Warszawskie w zasadzie nie istnieje w Niemieckim dyskursie o winie wojennej, w ogóle całość spraw zbrodni w Polsce jest podciągana pod kwestie holokaustu, przez co w wewnątrzniemieckim dyskursie Powstanie Warszawskie jest nieobecne – w kwestii znajomości skali tego dramatu i tego, w jaki sposób on rzutuje i będzie rzutował na nasze relacje. Niemcy tego nie rozumieją, podobnie jak nie rozumie tego cały świat – albowiem zachodnim i wschodnim sojusznikom Polski z oczywistych przyczyn trudno jest pamiętać to jak zawinili, a Niemcom to, co ich dziadkowie zrobili. Ta wielka sprawa idzie w niepamięć, a wraz z nią kwestia dramatu Polski w ostatniej wojnie i wszelkich związanych z tym konsekwencji odczuwanych po dzień dzisiejszy.

Dwuznacznej postawie Niemców i niewiedzy świata jesteśmy sami winni, albowiem o ile można zrozumieć fakt, że w PRL pamięć o Powstaniu z przyczyn politycznych tłumiono. To zupełnie nie do pojęcia jest to, w jaki sposób Powstanie traktujemy od początku obecnych przemian ustrojowych. Niektórzy wiążą tą niepamięć z błędem założycielskim III RP, słynnym brakiem rozliczenia. Należy uznać w części zasadność tych argumentów, jednakże w naszym interesie powinno być odfałszowanie historii i przedstawienie całego dramatu – co wówczas się wydarzyło i jakie to miało konsekwencje. Nie będzie to jednak możliwe, jeżeli sami nie dokonamy rozliczenia z własną historią, nie dokonamy samooceny Powstania, kampanii wrześniowej, całej wojny – postawy poszczególnych części elity, grup społecznych, stosunku do sojuszników (aczkolwiek trudno ich tak nazywać).

Jeżeli tego nie zrobimy, w tym nie dokonamy takich aktów jak zwrot bezprawnie zawłaszczonego mienia to nigdy nie będziemy w stanie przedstawić światu wiedzy o prawdzie. Nigdy nie będziemy niczym więcej niż „post okrągłostołową III eRPe”. Trupy w naszej narodowej szafie regularnie wystają, a krew niepomszczona woła z naszej ziemi. Tu nie ma żartów, tu chodzi o podstawy definiowania naszej racji stanu po 1944 roku i 1989 roku. Bez prawdy i rozliczenia nie da się zbudować potężnego kraju.

5 myśli na temat “1 sierpnia 1944, czyli mało skuteczna walka o pamięć

  • 1 sierpnia 2012 o 09:47
    Permalink

    Swietny i wywazony artykul, bez niepotrzebnego defetyzmu ale i bez falszywego patriotyzmu. Gratuluje.
    Sami powstancy nie sa zgodni co do ocen decyzji o rozpoczeciu Powstania, gdzie oficjalnie moze i stoja murem za taka, a nie inna decyzja, natomiast w prywatnych rozmowach mozna uslyszec bardziej szczere wypowiedzi.
    Poteznego kraju nie da sie budowac, majac u wladzy intelektualnie prostytuujace sie elity, jedni wobec wschodu, drudzy wobec zachodu.
    Slaby kraj jest na reke zarowno bylym jak i obecnym sojusznikom. Powstanie Warszawskie to najlepszy przyklad, iz liczyc mozemy tylko na siebie.
    Gloria victis Powstancom (nie tylko styczniowym).

    Odpowiedz
  • 1 sierpnia 2012 o 11:21
    Permalink

    Dobrze Pan określił postawę Niemców wobec pamięci o powstaniu.
    Oni się po prostu wstydzą tego, co z ich poduszczenia wyczyniali własowcy, szczególnie na Woli i Starym Mieście.
    To się nie mieści w głowach, żeby cywilizowany kraj tak postępował z ludnością cywilną.
    Powstanie Warszawskie jest dodatkowym powodem do wstydu u Niemców, bo pokazuje że rządzący III Rzeszą naziści wywodzili się z nizin społecznych. To były po prostu lumpy, które w 1933 roku doszły do władzy.
    Boję się o to, żeby u nas w Polsce tak kiedyś się nie stało.

    Odpowiedz
  • 1 sierpnia 2012 o 16:44
    Permalink

    Jebać szwabów s……..w!!!, ukraińców, litwinów, łotyszy, azerów i inne podłe świnie które gwałciły nasze kobiety i paliły żywcem jeńców!!! Dorwać wszystkich którzy zyją – i obedrzeć żywcem ze skóry

    Odpowiedz
  • 1 sierpnia 2012 o 17:06
    Permalink

    Brakuje analizy przyczyn postępowania Niemców w czasie powstania. Czy zrealizowany plan zrównania miasta i wymordowania 150 tys ludzi był objawem szaleństwa Hitlera? Pod koniec sierpnia Brytyjczycy dwukrotnie zbombardowali Królewiec. Po nalocie 400 samolotów zniknęło 41% budynków w mieście. Nasuwają się dwa pytania: czy Niemcy działali w Warszawie w odwecie za zrujnowany Królewiec i czy Brytyjczycy pokazali ze gdyby mieli dostęp do lotnisk po wschodniej stronie Wisły powstanie mogłoby być dobrze zaopatrzone w bron i żywność?

    Odpowiedz
    • 1 sierpnia 2012 o 17:42
      Permalink

      Niemcy nie działali z tak niskich pobudek jak jakaś wieś w prusach wschodnich! tu chodziło o rozwiązanie kwestii polskiej – złamanie kręgosłóupa a to się im niestety uda ło. autor dobrze poisze o komorowskim…

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.