Polityka

„Europo, przymierz się do cięższej zbroi” analiza wystąpienia Bronisława Komorowskiego Prezydenta RP w Monachium 4 lutego 2012

 Na początku lutego w Monachium miała miejsce jedna z najważniejszych imprez poświęconych międzynarodowemu bezpieczeństwu. 48 „Monachijska konferencja bezpieczeństwa” (Munich Security Conference 2012) w tym roku pod hasłem: „Budowanie euroatlantyckiej wspólnoty bezpieczeństwa” – to wydarzenie o szczególnym znaczeniu dla wymiany opinii najważniejszych przedstawicieli państw oraz międzynarodowych ekspertów z dziedziny bezpieczeństwa. W tym roku Polskę na tej konferencji reprezentowało dwóch mówców – pan Bronisław Komorowski Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej, pan Radosław Sikorski – Minister Spraw Zagranicznych oraz w kuluarach pan Tomasz Siemoniak Minister Obrony Narodowej.

Poniżej zajmiemy się analizą najważniejszych tez z wypowiedzi pana Prezydenta, albowiem z racji rangi jego osoby jest ona (a przynajmniej powinna być) deklaracją wizji i adresem wyższego rzędu niż panelowe wystąpienie pana ministra, (które warto polecić znającym język angielski ze względu na nieznany w Polsce żart o skarpetkach). Nagranie przemówienia pana prezydenta dostępne jest [tutaj] – z tłumaczeniem na język niemiecki a jego polski tekst stanowiący podstawę analizy [tutaj]. Niestety pan Minister Siemoniak nie miał w Monachium wystąpienia plenarnego, oficjalną relację z jego pobytu znajdziemy [tutaj].

Warto zauważyć, że żyjemy w kraju, w którym wypowiedź jej najważniejszego przedstawiciela jest dostępna bezpośrednio u źródła – dla każdego, kto chce ją przeczytać – za darmo i bezzwłocznie po wygłoszeniu! Jest to bezwzględnie poważne osiągnięcie polskiej demokracji a zarazem zasługa Kancelarii Pana Prezydenta, za co należą się podziękowania.

Przejdźmy, zatem do analizy głównych tez z monachijskiej wypowiedzi Pana Prezydenta, który mówił po polsku. Wedle słów Prezydenta celem konferencji była ocena zagrożeń dla naszego bezpieczeństwa od strony tego, co jest wspólne i co pochodzi spoza obszaru atlantyckiego – przez ten pryzmat należy interpretować poniższe tezy z jego wystąpienia, (które dla porządku ponumerowano):

  1. Prezydent zastrzegł, że przemawia z perspektywy Polski, ale także innych krajów naszego regionu.
  2. Prezydent przywołał mit założycieli Europy, dorobek NATO, – które wg. niego wygrało wyścig o wolność także dla nas – w znaczeniu dla nas środkowo europejczyków.
  3. Prezydent dokonał odwołania do obecnego kryzysu gospodarczego, poprzez stwierdzenie, że sytuacja bezpieczeństwa w naszej sferze wydaje się zdecydowanie lepsza niż sytuacja gospodarcza.
  4. Prezydent przywołał wypowiedź prof. L. Kołakowskiego na temat konsekwencji zamachu 11 września 2001: „ten zamach nie otworzył nowego rozdziału w historii i, że nigdy nie będziemy żyli bezpiecznie, zawsze będą czyhały na nas katastrofy”.
  5. Zdaniem Prezydenta „My w Polsce (…), od tysiąca lat funkcjonujemy w rejonie, gdzie częste były polityczne przeciągi.
  6. Prezydent przypomniał zebranym, ze ZSRR (w domyśle) upadł pod wpływem kłopotów wewnętrznych a nie zagrożeń zewnętrznych i że jest to podpowiedź także dla nas, dzisiaj.
  7. Prezydent zdefiniował paradygmat dążenia do bezpieczeństwa stwierdzeniem o: „nigdy nie kończący[m] się obowiąz[ku] troski i zabiegania o bezpieczeństwo, zapewniania odpowiednich nakładów i poszukiwania właściwych instrumentów działania.
  8. Prezydent sformułował hipotezę o „dwupoziomowej możliwości” ujmowania spraw bezpieczeństwa w strefie euroatlantyckiej.
  9. Prezydent podniósł sprawę zagrożenia dla instytucji zbiorowego bezpieczeństwa poprzez „unilateralizm i impulsy renacjonalizacyjne”.
  10. Prezydent zdefiniował listę problemów w polityce międzynarodowej stanowiące wyzwania dla polityki bezpieczeństwa: „Kryzys finansowy w UE, blokada działań OBWE, rozbieżności w podejściu do kryzysu libijskiego, nieuzasadniony wzrost wydatków albo zapowiedź wzrostu wydatków militarnych niektórych państw czy też najnowsze różnice wobec sztandarowego zadania NATO, jakim jest Afganistan.
  11. Prezydent podkreślił znaczenie konfliktu w Afganistanie – porównując nakłady na niego i jego skutki (w sensie zniszczeń) do innych przykładów użycia siły w ciągu ostatnich 10 lat w strefie od Vancouver do Władywostoku.
  12. Prezydent wskazał na brak praktycznego wymiaru „resetu” stosunków USA-Rosja.
  13. Prezydent wskazał, że dla Polski jej „reset” stosunków z Rosją nie w pełni odpowiada naszym oczekiwaniom.
  14. Prezydent wyraził nadzieję, że po wyborach w Rosji nastąpi intensyfikacja dialogu z Rosją.
  15. Prezydent w sposób zawoalowany wyraził zaniepokojenie dla zapowiedzi głębokich zmian w akcentach polityki amerykańskiej (takie wynikły z wypowiedzi Sekretarza Obrony L. Pannety i Sekretarz Stanu H. Clinton).
  16. Prezydent odebrał wypowiedzi amerykańskich gości, jako zapowiedź zmian, które trudno będzie cofnąć.
  17. Prezydent podkreślił, że traktuje „wezwania z Waszyngtonu” jako wezwania do całej UE, która powinna przejść w dziedzinie obronności od deklaracji do czynów.
  18. Prezydent podkreślił stagnację w dziedzinie Europejskiej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony pomimo wejścia w życie traktatu z Lizbony.
  19. Prezydent stwierdził, że nadszedł czas, aby „UE z całą powagą podeszła do swojej odpowiedzialności za bezpieczeństwo w Europie i w jej otoczeniu”.
  20. To nowe podejście do bezpieczeństwa przez UE powinno odbywać się „w synergicznej współpracy ze Stanami Zjednoczonymi i NATO, ale także i z Rosją i innymi państwami Europy Wschodniej”.
  21. Działanie to „Musi (…) dotyczyć aspektów instytucjonalnych, ogólnego potencjału i zdolności operacyjnej, strategiczno-doktrynalnej”.
  22. Zdaniem pana Prezydenta amerykańskie przesłanie dla Europy oznacza: „Europo, przymierz się do cięższej zbroi”.
  23. Według Prezydenta drogą do rewitalizacji wysiłku UE w sferze bezpieczeństwa powinno być „podjęcie odkładanych prac nad nową strategią bezpieczeństwa Unii.”
  24. Prezydent uznał „sygnał z Waszyngtonu”, za „istotny dzwonek alarmowy”.
  25. Prezydent dokonał reasumpcji kwestii polityki bezpieczeństwa UE poprzez stwierdzenie: „Przecież rzecz nie w nowym dokumencie, lecz w starannej ocenie odpowiedzialności, jaka dzisiaj przypada UE oraz przewartościowaniu politycznego podejścia do możliwości realnego działania UE w sferze bezpieczeństwa i obrony.
  26. Prezydent podkreślił, że Polska złożyła szereg propozycji w kwestiach bezpieczeństwa w ciągu ostatnich lat.
  27. Na zakończenie Prezydent podsumował, stwierdzeniem, że: „Warto się zastanowić, czy drogą do większej odpowiedzialności i dojrzałości w sferze bezpieczeństwa i obrony nie powinna być formuła wzmocnionej współpracy, którą przecież przewiduje Traktat Lizboński.”

Po przeczytaniu wypowiedzi pana Prezydenta, trudno jest zrozumieć, o co tak naprawdę mu chodzi. Niestety nie zawarł w swoim przemówieniu niczego, co odnosiłoby się do polskiej racji stanu i jej przełożenia na politykę bezpieczeństwa UE i NATO nie tylko w regionie, ale także w znaczeniu globalnym. W zasadzie jest to przemówienie bez tezy głównej – bez wątku przewodniego, który mówca chciałby przekazać zebranym – poza ukrytym aspektem braku pieniędzy na samodzielne intensyfikowanie polityki obronnej.

Na początku (1) Prezydent uzurpuje sobie prawo do reprezentowania Europy Środkowo-Wschodniej. W ten sposób dokonał próby ustanowienia polskiej reprezentacji państw od Tallina po Sofię! Jest to rzecz niesłychana z kilku powodów. Po pierwsze, – ponieważ nie ma do tego żadnego prawa, gdyż doświadczenia polskie – a np. rumuńskie w kwestii bezpieczeństwa – a już o estońskich nie mówiąc są zupełnie różne, wręcz rozbieżne. Po drugie, wątpliwym jest, żeby skonsultował swoje „samo uprawnienie się” z przedstawicielami krajów w imieniu, których rościł sobie prawo do wypowiedzi. A po trzecie i to jest chyba najważniejsze – w wyniku tego, co dokonał – ponownie wciągnął Polskę do środkowoeuropejskiego kociołka wszelkich strachów, biedy, zacofania i białych niedźwiedzi na ulicach, – z którego z tak wielkim trudem i mozołem od 22 lat staramy się wyjść – mając nadzieję, że nasi zachodni partnerzy a z nimi cały świat zaczną nas postrzegać, jako część świata zachodniego. Jest to niewybaczalny błąd PR-owy, za który wszyscy płacimy wymieniając słabnącą złotówkę na Euro. Fajnie jest sobie się powymądrzać, jako największy kraj wśród biedaków, ale nic z tego innego niż „nic” nie wynika – jedynie straty na wizerunku.

Niestety Prezydent jak to nasi przedstawiciele od zawsze mają w zwyczaju – po raz kolejny podziękował zebranym za to, że przyjęli nas do NATO (2) i ponownie niestety uczynił to z perspektywy Europy środkowowschodniej.

Swoje przemówienie Prezydent zawarł na klamrze odwołującej politykę bezpieczeństwa do gospodarczych podstaw jego zapewnienia, – co uwidacznia się w tezach (3) – (6) – (10). Jest to bardzo istotne, albowiem uważny obserwator może z tego wywnioskować, że kwestie bezpieczeństwa powinny być wyżej podniesione w ramach spraw europejskich. Kryzys – kryzysem, ale obronność zawsze była elementem podstawowym i nie można tego zagadnienia nigdy tracić z pola widzenia spraw zasadniczych.

Trudno jest zrozumieć odwołanie się do L. Kołakowskiego (4), jeżeli Prezydent myślał, że tym stwierdzeniem zafascynuje gości amerykańskich – czyniąc z przypomnienia o ich tragedii – wątek poboczny – „taką ot tak sobie przystawkę” – a nawet niestety głęboko się pomylił.

W tezie(5) Prezydent powiedział – coś niesamowitego, – co warto ponownie przytoczyć: „My w Polsce (…), od tysiąca lat funkcjonujemy w rejonie, gdzie częste były polityczne przeciągi.” Prawdopodobnie najtęższe umysły politologiczne miałyby problem z prawidłową egzegezą tej „przypowieści” Pana Prezydenta. Bo niby, co miał na myśli dokonując mimowolnego odwołania do „sezonowości” państwowości polskiej? Jak inaczej zrozumieć stwierdzenie o funkcjonowaniu naszego państwa w „rejonie”? O państwach zaczęło się myśleć w kategoriach ich otoczenia – albowiem to podkreśla ich terytorialność, a z tym aspektem naszej państwowości najwidoczniej w oczach pana Prezydenta mamy kłopot. Dlatego nie będzie błędem, jeżeli powiemy o naszym kraju, że on „funkcjonuje w rejonie”! I proszę nie przywoływać, że rejony to w gwarze koszarowej toalety! A jak interpretować drugą część tej przypowieści o „częstych politycznych przeciągach”? Naprawdę trudno jest pojąć głębie odwołań pana Prezydenta, czy chodzi mu np. o okupacje? Rozbiory? Najazdy? I generalnie ten cały bezmiar tragedii, którego naród polski miał przyjemność zakosztować przez ostatnie 1000 lat swojego funkcjonowania w zmiennym „rejonie” swojej państwowości? Polityczne przeciągi może natchną kogoś do jakiejś literackiej twórczości, ale widać, że pan Prezydent nie daje zarobić doradcom – woli sam pisać przemówienia – a na pewno mieć na nie przemożny wpływ. Ciekawe jak zinterpretowali tą wypowiedź słuchający naszego Prezydenta…

W tezie (6) nasz mówca zrobił sobie wycieczkę historyczną – doszukując się dalekiej, co prawda, ale paraleli pomiędzy przyczynami upadku ZSRR a możliwymi konsekwencjami obecnego kryzysu gospodarczego państw zachodu, – czyli rozpadu Unii Europejskiej.

W tezie (7) Prezydent zdefiniował paradygmat dążenia do bezpieczeństwa, z którego nie wynika nic więcej niż to, – że należy być konsekwentnym i podejmować mądre decyzje. Co idzie w sukurs z myśleniem o „dwupoziomowości” zademonstrowanym w tezie (8), jest mało prawdopodobne, że ktokolwiek z zebranych po porażeniu przenikliwością tezy (5) cokolwiek zrozumiał.

Oczywiście nasz Prezydent, z pewnością mając świadomość, że reprezentuje stosunkowo mały kraj – będący klientem i podmiotem rozgrywanym w regionalnej polityce bezpieczeństwa – nie omieszkał nie zrobić w tezie (9) delikatnej wymówki zgromadzonym przedstawicielom potęg, żeby nie zapominali o nas maluczkich i bezbronnych.

Bardzo ciekawi to, że Prezydent dokonał prawidłowej diagnozy OBWE, które praktycznie ze względu na postawę Federacji Rosyjskiej przestało być forum rodzącym konkretne zobowiązania. W tym kontekście teza (10) jest jedną z celniejszych wypowiedzi pana Prezydenta – albowiem zademonstrował zebranym, że jesteśmy zdolni do oceny sytuacji międzynarodowej i robimy to w sposób racjonalny.

W tezie (11) pan Prezydent najdelikatniej mówiąc zapomniał o „wysiłkach zbrojnych” Federacji Rosyjskiej na Kaukazie i Zakaukaziu chyba, że miał na myśli najkrótszą drogę z Vancouver do Władywostoku…, czego nie można wykluczyć.

W tezach (12-14) pan Prezydent dokonał mistrzowskiego zrównania się do najlepszego, nie dość, że Amerykanie zawiedli, – bo źli Rosjanie nie chcą się „zresetować” – to podobnie i my Polacy cierpimy na relacji z Rosją, ale ciągle mamy nadzieję, że np. po kolejnych wyborach, – gdy stary-nowy „car” Putin zostanie ponownie jedynowładcą – nastąpi dalszy dialog. Nie wiem czy można by w sposób bardziej naiwny próbować zdefiniować politykę międzynarodową w tym zwłaszcza relacje Polski z tak kluczowym krajem jak Federacja Rosyjska. Jeżeli naprawdę tak płytko patrzą na te kwestie nasze władze – to wypada powiedzieć: „Boże miej nas w swojej opiece” a następnie złożyć podanie o zieloną kartę do USA, albowiem nie ma żadnej nadziei… i nie można mieć dalej złudzeń.

Fajnie, że pan Prezydent się martwi tym, co powiedzieli na konferencji Amerykanie (15), niestety pewien okres wzajemnych relacji transatlantyckich się skończył i nasi sojusznicy domagają się, żebyśmy byli bardziej w stanie samodzielnie polegać na własnej sile obronnej. Nie ma się, co za to na nich obrażać, po pierwsze trudno się im dziwić, a po drugie to jest zdecydowanie lepsze od papierowych gwarancji i lukrowanego sojuszu, lub lęku przed odnowieniem militarnej potęgi dawnego Imperium rzymskiego (a że narodu niemieckiego… to przecież wiadomo, o co chodzi tylko inne portale państwu czytelnikom tego nie napiszą).

Z tezy (16) wynika, że Prezydent ma świadomość konsekwencji „remilitaryzacji” Europy. Jest to bardzo ciekawe, jest to chyba najciekawsza politycznie teza z całej wypowiedzi pana Prezydenta, – który tym krótkim stwierdzeniem udowadnia, że naprawdę jest mężem stanu a już na pewno przynajmniej, że wie, o co chodzi w konferencji i możliwych skutkach procesowanych tam scenariuszy zdarzeń.

I znowu fajnie, że (17) od razu odbijamy piłeczkę – przerzucając ewentualne koszty „remilitaryzacji” Unii Europejskiej na poziom Brukseli. To genialne, a w swojej prostocie mistrzowskie zagranie pana Prezydenta jest jego wielkim osiągnięciem politycznym. Przecież nie mógł powiedzieć wszem i wobec, wprost – że nie mamy kasy na obronność i że po prostu nie stać nas (państwa flankowego NATO) na wojsko na serio. Naprawdę dużą zręczność ma pan Prezydent – piszę to bez grama ironii – i proszę tą wypowiedź pana Prezydenta należycie docenić – albowiem my naprawdę nie mamy kasy i tego przed nikim nie ukrywamy, – co więcej wskazując poziom unijny – jesteśmy totalnie „pro europejscy i zjednoczeniowi”.

Tezy (18-21) to oczywista konsekwencja przyjętej linii argumentacji. Prezydent adresuje swoje wezwanie do aktywności – na poziomie europejskim. To bardzo ważne i bardzo mądre, albowiem z jednej strony wskazuje na finansowanie a z drugiej nie domagamy się rewolucji (nie ma mowy o jakiejś chorej polskiej propozycji) a jedynie sugerujemy realizację tego, na co wcześniej wszyscy się umówiliśmy. To naprawdę bardzo mądre, tylko, że niestety nic z tego konkretnego nie wynika. Zabrakło wstawki – deklaracji o konkretach.

Teza (22), do której poczyniono odwołanie już w tytule niniejszego tekstu – jest kolejnym dowodem na wyjątkowe umiejętności krasomówcze Pana Prezydenta. I nie ma co ukrywać, tym razem „przypowieść” jest bardzo celna. Z tym małym zastrzeżeniem, że Amerykanom nieco bardziej chyba chodziło także o „miecz”, bo zbroja to za mało.

Teza (23) to ponowne przywołanie kwestii bezpieczeństwa na poziom Brukseli. Tylko ponownie nic z tego nie wynika, zwłaszcza w momencie, gdy Unii grozi de facto rozpad lub przynajmniej zmiana paradygmatu funkcjonowania.

W tezie (24) pan Prezydent słusznie mówi o dzwonku alarmowym, albowiem to naprawdę najwyższy czas skończyć z mitem bezpieczeństwa Europy – a przez to akceptować stan jej permanentnego rozbrajania.

Na zakończenie Prezydent w tezie (25) przedstawił kwintesencję problemu, wskazując na to, co powinniśmy zrobić. Szkoda, że nikt nie podchwycił tej części wypowiedzi Prezydenta – albowiem mogłaby ona stać się bardzo potrzebnym i ciekawym tematem specjalnej konferencji ekspertów od bezpieczeństwa – o bardzo wysokiej transatlantyckiej randze. To tylko kwestia odpowiedniej organizacji – a Warszawa nadaje się do tego doskonale. Faktycznie Polska w kwestiach bezpieczeństwa złożyła szereg propozycji (26), które warto przypomnieć naszym sojusznikom – póki „piłka w grze”.

Na zakończenie w tezie (27) Prezydent nie zachwycił, a mógł przecież powiedzieć coś, co wszyscy by zapamiętali – lub np. zaprosić zgromadzonych na „subkonferencję” do Warszawy. Szkoda.

Reasumując, z wypowiedzi pana Prezydenta nie wynika nic szczególnego – żadna deklaracja Polski, co do zagadnień fundamentalnych – zwłaszcza dla jej bezpieczeństwa – w żadnej mierze nie znalazła odzwierciedlenia w tym przemówieniu. Szkoda, że przy okazji tezy (9) Prezydent nie wspomniał o tym, jakim zagrożeniem jest dla spoistości Unii Europejskiej – a zarazem faktycznym testem jej spoistości – fakt prowadzenia przez niektóre kraje – i tu mógł wymienić Niemcy – wąsko pojmowanych dwustronnych relacji z Rosją w wielu dziedzinach – kluczowych dla bezpieczeństwa Europy. W ten sposób nabrałaby znaczenia teza o zagrożeniach wynikających z unilateralizmu – pachnącego słynną „Konferencją Monachijską”, na której kanclerz Adolf Hitler wspólnie z przywódcami „zachodnich demokracji” dokonał rozbioru Czechosłowacji. Być może takie postawienie tematu – w tym samym miejscu, bo to w końcu Monachium – wykazałoby naszym sojusznikom i przyjaciołom, że nie jesteśmy jedynie przygłupkami konsumującymi ich darowizny… No, kto inny jak nie Prezydent kraju może wykazać i przypomnieć – nawet gospodarzom najciemniejsze sprawki z ich historii, – jeżeli jawnie widać paralele do znanych scenariuszy historycznych! Ale niestety nic takiego Pan Prezydent nie powiedział. Podobnie nic z lekcji gruzińskiej! Nic z lekcji „tarczy”! Nic z lekcji patriotów bez głowic bojowych! Nic z lekcji rzekomo „niestrzelających” F 16! O pływającym złomie lub rozpruwających się przy awaryjnym lądowaniu samolotach transportowych z amerykańskiego złomowiska nie wspominając! Bo jeżeli tak ma wyglądać euroatlantycka współpraca w dziedzinie obronności to należało za nią Amerykanom od razu na miejscu podziękować. Co więcej pan Prezydent ograniczył się do trzymania się unijnego zakresu kompetencji, cały czas wskazując za poziom unijny, jako właściwy dla spraw bezpieczeństwa, nie mówiąc nic o zobowiązaniach krajów członkowskich. W praktyce oznacza to wydanie w sposób dorozumiany polskiej zgody na wydatkowanie środków unijnych na obronność! Gdyby taka dyskusja powstała, Polska nie obroni swojego „prawa-roszczenia” do funduszy strukturalnych, albowiem przecież sami mówiliśmy o konieczności zajęcia się sprawami obronności. Poza tym, Pan Prezydent prawdopodobnie nie rozumie, że cała troska Amerykanów wynika z faktu, że w Unii Europejskiej i w NATO musi wzrosnąć militarna rola Niemiec – wielki brat zza wielkiej wody – uznał 67 lat po wojnie, że „germanie” są ponownie ucywilizowani i w pełni dojrzeli po „przeprogramowaniu” do samodzielnego udziału z bronią w ręku w obronie własnych domów. Mało, kto pamięta, że przed 45 lat PRL głównym naszym wrogiem, z którym mieliśmy się zmierzyć byli „rewizjoniści z NRF”, których Bundeswehra – była istotnym filarem zbrojnym NATO przy niemal zupełnym spacyfikowaniu politycznym – odprawiających pokutę za winę minionej wojny zachodnich Niemców. Dla nas Polaków oznacza to, że Amerykanie rezygnują z reszty i tak od dawna formalnego „pilnowania” Niemiec – aktywnie je nawołując do intensyfikacji działań na rzecz obronności. Jeżeli ktokolwiek nie rozumie, co oznacza postulat zwiększenia nakładów na obronność czy jak kto woli ponownej „remilitaryzacji” Europy – to warto to napisać wprost – wszystkie kraje Unii Europejskiej a przez to sama Unia Europejska muszą uświadomić sobie potrzebę przejęcia na siebie pełnej odpowiedzialności za obronę własnych domów. Oznacza to, że każdy kraj musi zoptymalizować wydatki na obronę – a w praktyce podnieść je do poziomu adekwatnego do swojego potencjału – czyniąc tym sposobem swój wkład we wspólną politykę bezpieczeństwa. A ponieważ Niemcy są najpotężniejszym krajem UE – oznacza to, że powinny wydawać odpowiednio dużo na zbrojenia i mieć odpowiednio dużą armię, i/lub równolegle finansować wspólne europejskie siły zbrojne – póki, co bez znaczenia jak one miałyby wyglądać.

One Comment

  1. Analiza rzeczowa, ale nie taki był cel przemówienia – chodziło o coś zupełnie innego ha ha ha

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.