Legiony rzymskie a wojna żydowska w I wieku po Chr. (cz. 6)

2 listopada 2013 04:25 0 komentarzy Autor:  A • A • A

Oblężenie Jerozolimy

Zakończenie wojny domowej w Rzymie pozwoliło ponownie zająć się sprawami wojny w Judei. W nowej sytuacji politycznej konieczność stłumienia powstania żydowskiego nabrała nowego znaczenia. Okazało się bowiem, że zdobycie Jerozolimy mogło być szansą na podniesie prestiżu nowego cesarza Wespazjana – jego władza wyraźnie by się wzmocniła.

Kiedy Wespazjan wyjeżdżał do Rzymu wiosną 70 r. po Chr., prowadzenie dalszej kampanii powierzył swojemu synowi Tytusowi.

Żydowski historyk Józef Flawiusz wyolbrzymił zasługi swojego rzymskiego patrona oraz jego udział w zwycięstwie. To prawda, że na początku kampanii w Judei Tytus został legatem legionu XV Apollinaris ale niestety nie miał dużego doświadczenia wojskowego. Był młodszy od wielu legionowych legatów i głównie, co go cechowało w operacjach militarnych to brawura. Mimo to odegrał ważą rolę w kampanii judejskiej i galilejskiej, prowadząc skuteczne ataki na Jafę, Tarycheę, Gamalę i Gishalę, cztery szturmy w których szedł na czele swojej formacji. Jednakże Wespazjan chętniej powierzał synowi zadania dyplomatyczne niż militarne; syn prowadził negocjacje z legatem Syrii Mucjanusem, z Agryppą II, Bereniką, Tyberiuszem Aleksandrem, miał się wreszcie spotkać z cesarzem Galbą po objęciu przezeń tronu.

Tytus otrzymał pod swoją komendę bardzo dużą armię w której skład wchodził legion V Macedonica dowodzony przez Sekstusa Wettulenusa Cerealisa, X Fretensis Aulusa Larcjusza Lepudusa Sulpicjanusa, XII Fulminata, oraz XV Apollinaris Marka Tittiusza Frugi. Żaden z tych legionów nie był w pełnej sile, ponieważ poniosły straty we wcześniejszych kampaniach, a część oddziałów została wysłana do walki z Witeliuszem w Rzymie. Jeśli chodzi o wojska posiłkowe to Józef Flawiusz nie wymienia iloma oddziałami dysponował Tytus. Jednak jak Tacyt informuje, obejmowały one osiem oddziałów pomocniczej jazdy i dwadzieścia kohort piechoty. Armia otrzymała dodatkowe uzupełnienie z legionów III Cyrenaica, XXII Deiotariana oraz kontyngenty z wojsk syryjskich.

Zdaniem Józefa XII Fulminata szczególnie wyróżniał się bitnością i chęcią rewanżu za poniesione klęski. Nie znamy dowódcy tego legionu. Jest inskrypcja, która wskazuje pewnego centuriona, który po klęsce swojego legionu przeniósł się do X Fretensis.

Z kolei wojska sojusznicze były wyposażone i wyszkolone na wzór rzymskich oddziałów pomocniczych. Tak więc siły przeznaczone do oblężenia wynosiły około 60 tys. żołnierzy w tym 20 tys. legionistów. W kampanii brał też udział Tyberiusz Juliusz Aleksander, aleksandryjski Żyd, który był prefektem obozu rzymskiej armii i znakomicie znał sprawy Judei.

Ciekawa to była postać. Jak podaje Józef porzucił on wiarę przodków. Pozwoliło mu to niewątpliwie w karierze administracyjnej cesarstwa; zaliczał się do stanu ekwitów(grupy ówczesnych przedsiębiorców), w l. 46–48 pełnił funkcję prokuratora Judei. Za Nerona był oficerem w sztabie Domicjusza Korbulona w wojnie z Partami. Wiosną 66 r. po Chr. Tyberiusz Aleksander został prefektem Egiptu.

Rzymska armia nadeszła pod Jerozolimę w kilku kolumnach od zachodu. Szyk głównej kolumny był podobny do tej, jaką zastosował Wespazjan w 67 r. po Chr. Gdy armia zbliżyła się do miasta. Tytus zorganizował rekonesans, podczas którego został zaatakowany przez powstańców. Tak zaczęły się pięciomiesięczne walki o Jerozolimę.

Początkowo Tytus musiał odpowiednio rozlokować legiony w strategicznych miejscach.:

W odległości siedmiu stadiów od miasta rozkazał rozbić wspólny obóz dla dwóch legionów, a dla piątego (Macedonica) – trzy stadia dalej poza nimi. Sądził bowiem, że żołnierzom znużonym nocnym marszem należy się osłona, aby mogli bezpiecznie wznieść umocnienia. Ledwie jednak przystąpili do dzieła, nadciągnął i legion dziesiąty drogą przez Jerycho (…). Wojska te otrzymały rozkaz rozbicia obozu w oddaleniu sześciu stadiów od Jerozolimy na górze zwanej „Oliwną”.

Żydzi doskonale znali ruchy jego wojsk, i gdy tylko widzieli korzystną sytuację, niespodziewanie atakowali. Zanim Tytus przystąpił do głównych prac oblężniczych, przeprowadził staranne rozpoznanie murów miasta, szukając jak najkorzystniejszego miejsca pod dokonanie wyłomu, którym by mogli się przedostać legioniści.

Oblężenie Jerozolimy stanowiło ciągłe pasmo różnych taktycznych posunięć, które miały szybko przybliżyć zdobycie miasta. Obie strony walczyły zaciekle, co Józef Flawiusz przedstawił następująco:

Zaczynano o brzasku i dopiero noc przynosiła przerwę, ale i tak po obu stronach nikt nie mógł oka zmrużyć, bo była okropniejsza od dnia: jedni obawiali się, że mur lada chwila padnie, drudzy, że Żydzi mogą dokonać napaści na obóz. Wojska obu stron spędzały noce pod bronią i gdy nastał świt, stały gotowe do boju.

Tytus równolegle prowadził wojnę psychologiczną; dwukrotnie proponował ocalenie miasta i Świątyni, jeśli Żydzi się poddadzą, jednak bez zyskania żadnego rezultatu. Rozpoczął więc natarcie na północny odcinek murów, który był położony na stosunkowo płaskim terenie, w przeciwieństwie do stromych zboczy z trzech pozostałych stron. Pod koniec kwietnia 70 r. po Chr. po piętnastu dniach ciężkiego oblężenia i walk z pomocą ciężkiej artylerii (czyli ówczesnych machin wojennych), zbudowaniu trzech wież oblężniczych, które umożliwiały procarzom, łucznikom i oszczepnikom lepsze celowanie w obrońców, rzymski taran dokonał wyłomu w murze. Bezeta, odbudowana ze zniszczeń dokonanych przez Cestiusza Gallusa, ponownie została obrócona w gruzy. Po pięciu dniach Tytus z tysiącem legionistów zdobył wewnętrzne mury chroniące miasto od północy i wkroczył w zaułki miasta. Jak stwierdził Józef Flawiusz, na tym etapie działań Tytusowi jeszcze zależało na ocaleniu miasta i Przybytku. Jednak Żydzi rozpoczęli przeciwnatarcie mimo, że samym mieście dalej panował terror ponieważ grożono karą śmierci za wspomnienie o poddaniu się Rzymianom. Po kolejnych czterech dniach walk rzymscy żołnierze zdobyli i zburzyli drugi mur.

Pod koniec lipca 70 r. po Chr. oblężenie Tytusa weszło w decydującą fazę. Usiłowano skruszyć mur od strony zachodniej, otaczający zabudowania świątynne, jednak głazy muru nie ustępowały. Próbowano także podkopać się pod bramę północną, ale bez skutku. W końcu – jak pisze Józef:

Rzymianie zwątpili w skuteczność działania przy pomocy machin i żelaznych drągów i przystawili do krużganków drabiny. Żydzi bynajmniej nie kwapili się do tego, aby im przeszkodzić, lecz jak tylko tamci na nie weszli, rzucili się do walki i jednych spychali z powrotem i strącali w dół na oślep, drugich, którzy opierali się, zabijali. Wielu z tych, co właśnie schodzili z drabin, siekli mieczami, nim jeszcze oni mogli się zasłonić tarczami. Niektóre drabiny, uginające się pod ciężkozbrojnymi, udało się od góry odchylić w bok i strącić w dół. Ale sami także niemało strat ponieśli. Żołnierze rzymscy, którzy wynieśli na górę godła, zaciekle o nie walczyli, gdyż oddanie ich w ręce nieprzyjaciół uważali nie tylko za dotkliwą stratę, ale i za hańbę.

Wkrótce krużganki wokół zewnętrznego dziedzińca stanęły w ogniu. Tytus w takiej sytuacji planował generalne natarcie na 11 sierpnia o świcie, ale ogień przeniósł się z zewnętrznego dziedzińca na wewnętrzny otwierając drogę żołnierzom. Po ostatnich walkach w Świątyni Rzymianie zatknęli swe sztandary na dziedzińcu naprzeciwko wschodniej bramy, po czym złożyli stosowne ofiary i obwołali Tytusa imperatorem, który to tytuł przysługiwał zwycięskiemu wodzowi od dnia zwycięstwa do dnia triumfu. Natomiast do połowy sierpnia całe miasto było już w rękach Rzymian.

Okres walk, od początku kwietnia do końca sierpnia 70 r. po Chr., był czasem bardzo trudnych i wytężonych działań, który obfitował w wiele porażek po stronie rzymskiej. Nie powiódł się plan szybkiego zdobycia miasta. Rzymianie musieli prowadzić uciążliwe prace inżynieryjne, bronić swoich obozów, a także utrzymywać zaplecze logistyczne. Działania te, by były skuteczne, wymagały precyzyjnej współpracy w sztabach wojskowych. W efekcie Rzymianie zdołali pokonać system trzech murów fortyfikacyjnych, a następnie przez zburzenie twierdzy Antoni, która broniła północno – zachodniego rogu Świątyni, zająć Świątynię jak i Górne Miasto.

Walki o ostatnie twierdze Judei

Jednak zdobycie Jerozolimy w sierpniu 70 r. po Chr. nie zakończyło trwającego w Judei powstania, aczkolwiek znacznie ograniczyło jego zasięg. Pozostały jeszcze twierdze, w których schroniły się ostatnie siły oporu. Działania przeciwko resztkom powstańców okazały się jednym z priorytetowych obowiązków legatów Judei. Pierwszym z nich był doświadczony w walkach z Żydami Sekstus Vettulenus Cerealis, w l. 67–70 dowódca V legionu. Cerealis rozdzielił posiadane siły na niewielkie garnizony, rozproszone po całej prowincji. Niemniej rozproszone oddziały nie były w stanie zdobyć twierdz, z których przynajmniej trzy wciąż pozostawały we władaniu powstańców. Prawdopodobnie właśnie dlatego, następny cesarski legat, Lucyliusz Bassus przyjął inną taktykę. X legion i pozostałe oddziały zostały połączone w jedną, względnie dużą armię, ta zaś przystąpiła do zdobywania fortec.

Pierwszą zaatakowaną przez Bassusa twierdzą był Herodion.

W Judei istniały dwie fortece noszące tę nazwę, jedna w Perei, mniej więcej na wysokości Jerycha lecz na lewym brzegu Jordanu, oraz druga, położona około 11 km na południe od Jerozolimy. Celem Rzymian było właśnie to drugie Herodion, większe i znacznie bardziej sławne niż pierwsza miejscowość.

Z jej zdobyciem nie było znacznych problemów. Z kolei w Macheroncie w 72 r. po Chr. przebywało kilka tysięcy osób. Powstańcy żydowscy zajmowali górne miasto, natomiast niżej położona osada pozostawała w rękach miejscowej ludności. Nie wiadomo ani kiedy oblężenie się rozpoczęło, ani kiedy zakończyło. Po zdobyciu Herodionu i Macherontu, w rękach powstańców pozostała już tylko jedna twierdza – Masada, leżąca na krańcu Pustyni Judzkiej, na zachodnim brzegu Morza Martwego.

Przez prawie całe powstanie Masada pozostawała we władaniu sykariuszy (łac. Sicarii – krótki sztylet.), żydowskiego stronnictwa politycznego działającego od ok. poł. I w. po Chr. do upadku Masady. Przez wiele lat sądzono, że Rzymianie zdobyli Masadę w 73 r. po Chr., jednak nowsze ustalenia przesuwają upadek twierdzy na 74 r. po Chr. Józef niestety nie informuje, kiedy zaczęło się oblężenie. Ponieważ wiadomo, że samobójstwo obrońców miało miejsce 2 maja, historycy wyznaczają początek oblężenia obliczając czas, jaki Rzymianie musieli poświęcić na przygotowanie ataku. Budowa obozów, wału oraz rampy zajęła, zdaniem większości historyków, co najmniej kilka miesięcy, początek oblężenia należałoby więc datować na zimę 73/74 r. po Chr. Józef pisze, że ruszywszy na wroga, wódz rzymski: szybko opanował całą okolicę i w najbardziej stosownych punktach rozmieścił załogi. Zdobycie Masady zakończyło działania wojenne w Judei.

Wnioski

Wyprawa Cestiusza Gallusa przeciwko zbuntowanej Jerozolimie zakończyła się dotkliwą klęską. Główną jej przyczyną były wadliwe działania logistyczne, które nie dostarczały na czas potrzebnych dostaw żywności i zaopatrzenia. Z uwagi na niekorzystne warunki panujące w żegludze śródziemnomorskiej w okresie zimowym Rzymianie mieli do wyboru szybkie stłumienie powstańców, albo zaczekanie z kampanią do wiosny następnego roku. Mimo, że Cestiusz postanowił uderzyć na powstańców, to nie czynił tego konsekwentnie. Przede wszystkim stracił czas na drugorzędne działania w Galilei rozpraszając wysiłek swoich wojsk. W efekcie nie pokonał do końca powstańców na zapleczu, ani też nie zdążył zdobyć głównego celu wyprawy. Z kolei próbując nadrobić stracony czas zaniedbał podstawowe procedury bezpieczeństwa, czego skutkiem były znaczne straty i utrata cennych zapasów w bitwie koło Gabao. Mimo powyższych zastrzeżeń wydaje się, że plan Cestiusza miał szanse powodzenia. O jego klęsce przesądzili sami powstańcy, którym udało się nie popełnić poważniejszych błędów w obronie.

Działania wojenne w 67 r. po Chr. toczyły się całkowicie pod dyktando Rzymian i zakończyły ich niekwestionowanym sukcesem. Wszędzie tam, gdzie Żydzi zdecydowali się stawiać opór, został on z reguły szybko złamany. Żadne miasto nie obroniło się przed atakami legionów, co znakomicie świadczy o przygotowaniu rzymskiej armii do działań oblężniczych. Co prawda, regularne oblężenia rzadko były konieczne, gdyż małe, słabo umocnione galilejskie miasta padały zazwyczaj przy okazji pierwszego szturmu. Silniejszy opór jaki Rzymianie napotkali w Jotapacie i Gamali również nie wynikał z tego, iż oba miasta posiadały potężne mury i wieże, ale z ich obronnego położenia i dużej liczby powstańców. Jedynie w tych dwóch miejscach, Rzymianie musieli prowadzić poważnie zakrojone działania oblężnicze. Kombinacja ramp, taranów i licznych machin miotających przesądziła o losach Jotapaty i Gamali, choć warto podkreślić, że w obydwu miastach Żydzi odparli pierwsze szturmy.

Inną ważną cechą rzymskiej doktryny wojennej, był szerzony wśród przeciwnika terror. Pustoszenie terenów wiejskich oraz mordowanie większości obrońców zdobywanych miast stanowiło ponurą praktykę, co niewątpliwie podkopywało morale nieprzyjaciela. Efektem tego był taki bieg wydarzeń, jaki miał miejsce w Joppe, Tyberiadzie, albo Gischali, gdzie obrońcy decydowali się poddać lub uciec bez walki. Stosowana przez Wespazjana taktyka „spalonej ziemi” skutkowała także ogromną liczbą uchodźców, którzy nie tylko przyczynili się do rozwoju bandytyzmu i rozbójnictwa, ale dzięki utworzeniu stronnictwa zelotów, poważnie z destabilizowali sytuację w Jerozolimie.

Zeloci (hebr. – gorliwi) to żydowskie ugrupowanie polityczno–religijne działające w I w. po Chr. założone przez Judę z Gamais. Celem zelotów była czynna walka z okupacją rzymską i kolaborującymi Żydami. Ewangelista Łukasz jednego z dwunastu apostołów, Szymona, wprost nazywa Zelotes (Gorliwym).

Upadek Jerozolimy nie zakończył powstania w Judei, jednak przesądził o jego klęsce. Bitwa ta była największym, a także najdłuższym i najbardziej krwawym oblężeniem w trakcie całej wojny oraz jednym z największych w starożytności. Walki o miasto trwały od końca kwietnia do 26 września 70 r. po Chr. – niemal 5 miesięcy. Tacyt odnotował, że podczas oblężenia zastosowano wszystkie sposoby walki, które wynaleziono dla zdobywania miast i właściwie ma rację. Rzymianie atakowali fortyfikacje szturmem, wokół miasta wybudowali kordon – linię cyrkumwalacyjną, mającą Żydom zablokować wydostanie się z miasta. Na masową skalę Rzymianie użyli machin oblężniczych, zwłaszcza miotających oraz taranów. Skuteczność poszczególnych metod była jednak bardzo różna. Większość fortyfikacji została zdobyta po tym, gdy machiny (głównie tarany) dokonały wyłomów w obwarowaniach. W ten sposób padły kolejno: trzeci mur, drugi mur, twierdza Antonia, i pierwszy mur/pałac Heroda, czyli prawie wszystkie fortyfikacje, których zdobycie doprowadziło do upadku Jerozolimy. Jedynie mury Świątyni wyszły zwycięsko z konfrontacji z rzymskimi taranami.

Innym ważnym środkiem, który nie tyle zdecydował o rzymskim zwycięstwie, co o jego rozmiarach była linia cyrkumwalacyjna. Przyspieszyła i pogłębiła panującą w Jerozolimie klęskę głodu przez co została osłabiona siła obronna miasta a siły powstańcze znalazły się w potrzasku. W tym kontekście warto podkreślić czynnik, bez którego nie byłaby możliwa ani budowa wału cyrkumwalacyjnego, ani kolejnych ramp – budowli niezbędnych, by tarany mogły atakować mury miejskie. Mianowicie o wspomnianych operacjach oblężniczych decydował wyskoki stopień zorganizowania armii rzymskiej. Zdaniem niektórych specjalistów właśnie ta zdolność miała największe znaczenie dla losów oblężenia Jerozolimy.

Zdobycie Masady zakończyło działania wojenne w Judei. Końcowe epizody wojny, którymi były oblężenia Herodionu, Macherontu i Masady można ocenić jako jednostronną walkę, w której najważniejsze atuty leżały po stronie Rzymian. Wprawdzie wymienione twierdze były świetnie położone, miały dobre zaopatrzenie (być może oprócz Herodionu) i solidne fortyfikacje. Dwie ostatnie miały również liczne, skłonne do stawiania oporu załogi, co wystarczyło, by zmusić Rzymian do prowadzenia zakrojonych na szeroką skalę prac oblężniczych. Prace te trwały po kilka tygodni i objęły budowę tak pracochłonnych budowli oblężniczych jak rampy dla machin oraz wały cyrkumwalacyjne. Tym niemniej żadne ze wspomnianych oblężeń z rzymskiego punktu widzenia nie stanowiło nadzwyczajnego wyzwania. Do ich prowadzenia wystarczała prowincjonalna armia, pod komendą lokalnego dowódcy, działającego w rutynowy sposób. Zdobycie Herodionu, Macherontu i Masady było w gruncie rzeczy rodzajem operacji czyszczącej, mającej zlikwidować resztki sił wroga we właściwie już spacyfikowanej prowincji. Opór, jaki stawiali powstańcy był słaby, a ich morale niskie – obrońcy dwukrotnie skapitulowali, za trzecim razem popełnili samobójstwa. Tylko w Macheroncie Rzymianie mieli do czynienia z aktywną obroną i tylko tam mogli ponieść konkretne straty. Pod Masadą największym problemem był nie opór sykariuszy – o którym Józef Flawiusz ledwo napomyka – ale skrajnie niekorzystne warunki lokalne, zwłaszcza klimatyczne i terenowe. Brak dostatecznej ilości walecznych, dobrze wyekwipowanych i wyszkolonych obrońców przesądził o upadku każdej z zaatakowanych przez Rzymian twierdz.


Przejdź na samą górę

Skomentuj


  Potwierdzam znajomość regulaminu portalu obserwatorpolityczny.pl, w szczególności zapisów odnoszących się do kwestii odpowiedzialności za zamieszczane komentarze i opinie.

Other News

  • Ekonomia Musimy jak najszybciej wejść do Strefy Euro!

    Musimy jak najszybciej wejść do Strefy Euro!

    Zwycięstwo personalne pana Donalda Tuska trzeba umiejętnie zdyskontować. Musimy podjąć decyzje i prowadzić szybkie działania mające na celu wprowadzenie nas do Strefy Euro. Nie ma w tej chwili ważniejszego wyzwania przed naszym krajem, w kontekście wyzwań strategicznych jest to nawet ważniejsze niż wzmocnienie naszej armii. Tylko opracowanie broni masowego rażenia i środków jej przenoszenia miałoby być może większe znaczenie. Jednakże w naszych obecnych możliwościach oddziaływania na wzmocnienie własnego potencjału – nie ma niczego ważniejszego niż Euro. Powody są oczywiste – […]

    Czytaj więcej →
  • Paradygmat rozwoju W kapitalizmie pracujemy po to, żeby zarobił kapitalista a państwo opodatkowało

    W kapitalizmie pracujemy po to, żeby zarobił kapitalista a państwo opodatkowało

    Niestety czasami trzeba nawet najprostsze prawdy sobie przypominać. Współczesne społeczeństwo pełne jest różnych „genderów” i innych gładkich opowieści i myślenia życzeniowego o tym jak to ludzie są równi i jak mają żyć razem, w pokoju, miłości, sprawiedliwości i wzajemnym szacunku. Niestety jednak prawda jest o wiele ciekawsza od najbardziej wymyślnej fikcji, prawdziwy obraz naszego społeczeństwa – od zawsze opierającego się na atawizmie i walce klasowej jest dzisiaj zafałszowany i zasłonięty bzdurnymi pogaduszkami słabeuszy, jednakże w rzeczywistości – kapitalizm na każdym […]

    Czytaj więcej →
  • Polityka Prawica już wie, że ma problem, jak straszyć Tuskiem, którego nie ma?

    Prawica już wie, że ma problem, jak straszyć Tuskiem, którego nie ma?

    Utyskiwania prawicowych popłuczyn medialnych i całkiem poważnych publicystów nie tylko kipią zazdrością (wspaniała cecha Chrześcijan), ale przede wszystkim leją żółć na Donalda Tuska, oskarżając go nawet o to, że nie jest poważnym politykiem, przyjmując fasadowe stanowisko. Zresztą treść tego szczekania nie ma znaczenia, szkoda tylko, że zaśmiecają niegdyś poważną gazetę. Liczy się natomiast to, że po sprowadzeniu tych kalumnii do sytuacji zero-jedynkowej, chyba jednak większość tych szczekaczy wolałaby, żeby pan Donald Tusk pozostał na swoim stanowisku i pięknie przegrał z […]

    Czytaj więcej →
  • Soft Power Dobrze, że go nie zestrzelili!

    Dobrze, że go nie zestrzelili!

    Miał szczęście dobry i poczciwy minister Siergiej Szojgu, że go nie zestrzelili nad Polską, jak jego pilot pomylił status lotu i z cywilnego zgłosił wojskowy. W końcu trudno jest sobie wyobrazić bardziej bezsensowny sposób śmierci dla Ministra Obrony Narodowej Federacji Rosyjskiej niż być zestrzelonym radziecką rakietą, z radzieckiego Miga-29. Przecież tak się mogło skończyć, pełen nonsens – bo tutaj proszę państwa nie mogło być przypadku. Inaczej mówiąc – nie ma prawa być żadnego przypadku jeżeli chodzi o tak niesamowicie ważne […]

    Czytaj więcej →
  • Cytaty Ogólna Jak Władimir Putin postrzega Zachód?

    Jak Władimir Putin postrzega Zachód?

    Źródło: Встреча с участниками форума «Селигер-2014»; 29 августа 2014 года Тверская область, Селигер. Source: Фото пресс-службы Президента Российской Федерации http://kremlin.ru To zastanawiające, jak partnersko pan Władimir Putin – Prezydent Federacji Rosyjskiej postrzega Zachód. W niedawnym wystąpieniu na forum studentów [Всероссийский молодёжный форум «Селигер-2014»] transmitowanym przez telewizję państwową, Prezydent wypowiedział cały szereg niesłychanie ciekawych spostrzeżeń, umożliwiających zorientowanie się w jego sposobie myślenia. Otwartości i jasności prezentacji, jak również łatwości w odpowiedzi na pytania – to jest to czego można Rosjanom u ich Prezydenta […]

    Czytaj więcej →
  • Historia 1 września to nadal trudna i w części zakłamana data w naszej historii

    1 września to nadal trudna i w części zakłamana data w naszej historii

    1 września 1939 to nadal trudna i w części zakłamana data w naszej historii. Mieszanina pomadowanego patosu z jednoznacznym poczuciem krzywdy, niepozostawiająca marginesu na próbę zrozumienia złożoności tamtych realiów i strategicznych błędów popełnionych przez kierownictwo państwowe, potem armię, w końcu służby specjalne, czy też raczej to, co z nich pozostało niewyłapane. 1 września pokazał brutalnie, co to oznacza być krajem słabym, źle zarządzanym, w którym jedna grupa – osób, którym nie można odmówić zasług dla Ojczyzny – uzurpuje sobie prawo […]

    Czytaj więcej →
  • Religia i państwo Co to znaczy opowiedzieć się za Polską wierną tradycji i Krzyżowi?

    Co to znaczy opowiedzieć się za Polską wierną tradycji i Krzyżowi?

    Co to znaczy opowiedzieć się za Polską wierną tradycji i Krzyżowi? Problem jest poważny, ponieważ nawołują do tego publicznie hierarchowie Kościoła dominującego, a jeżeli to robią – to oprócz pozytywnego odzewu muszą się liczyć z analizą swoich wypowiedzi i ich ewentualną krytyką. Istota problemu jest spór o definiowanie polskości i współczesność państwa polskiego. Czysta ideologia, czyste wartości graniczne, poważny problem systemowy. Wszystko zawiera się w kwestii zasadniczej, – czym ma być wierność tradycji i Krzyżowi? Czy można sobie wyobrazić większe […]

    Czytaj więcej →
  • Polityka Czy za sukces Donalda Tuska zapłacą polscy emigranci?

    Czy za sukces Donalda Tuska zapłacą polscy emigranci?

    Cieszymy się z osobistego sukcesu pana premiera Donalda Tuska, bardzo wiele udało mu się osiągnąć, na pewno w jakiejś mierze jego sukces jest także naszym sukcesem narodowym (cokolwiek by to miało znaczyć). Jednakże nie ma się dłużej, czym zachwycać, liczy się rzeczywistość, a elementem tej rzeczywistości będzie konieczność zapłacenia za ten sukces. Proszę nie mieć złudzeń, na tym polega ta zabawa, że jedni jedzą świńskie ogony zawijane w hiszpańską szynkę ze świń hodowanych na żołędziach, a inni za to płacą […]

    Czytaj więcej →
  • Polityka Elita właśnie próbuje wybrać nam nowego zarządcę

    Elita właśnie próbuje wybrać nam nowego zarządcę

    Z prawdziwym zadziwieniem należy obserwować próby, jak to właśnie elita z establishmentem politycznym na czele próbuje nam wybrać nowego zarządcę. Tak się bowiem wydarzyło, że to nie Naród ma decydować komu powierzy ster władzy, władza jest wybrana, od dawna ta sama, a teraz jeszcze obwieści Narodowi nowego zarządcę lub nową zarządzającą. Najśmieszniejsze jest to, że chociaż wszystko jest absolutnie zgodnie z prawem – to jednak, co najmniej połowy społeczeństwa ten wynik nie zadowoli. Będą nowe podziały już nie tylko na […]

    Czytaj więcej →
  • Paradygmat rozwoju Czy powinniśmy rozważać wojnę prewencyjną jako szczególny rodzaj wojny obronnej?

    Czy powinniśmy rozważać wojnę prewencyjną jako szczególny rodzaj wojny obronnej?

    Świadomi treści art. 117 § 3 Kodeksu karnego, który penalizuje publiczne nawoływanie do wojny napastniczej lub publiczne pochwalanie wszczęcia lub prowadzenia takiej wojny w poniższym artykule odnosimy się do prewencji tj. wyprzedzenia uderzenia uznanego za nieuchronne ze strony przeciwnika. Jest to aktualny problem, zwłaszcza w wymiarze współczesnych wojen hybrydowych, w których coś takiego jak formalne wypowiedzenie wojny, czy też rzeczywista napaść, do której przyznaje się kraj napastniczy nie funkcjonuje. Zamiast tego jest realizowany scenariusz infiltracji i tworzenia kontrolowanego chaosu angażującego […]

    Czytaj więcej →